Dziś…
Nienawidzę niedziel…od samego rana czuje zimny dreszcz zniechęcenia i odrętwienia. Zapach rosołu, dźwięk kościelnego dzwonu, jakieś dziwne szeleszczenie niedzielnej sukienki doprowadza mnie do szału…ale apogeum nudy, bezczynności i jakiegoś napięcia z tym związanego osiągam ok godziny 15… Nie wiem czemu tak się dzieje…nie jest to napięcie przed-poniedziałkowe… nie jest też to smęcenie przed pójściem do pracy…Jestem wybitnie uczulona na niedzielę…niech ktoś mnie uratuje:)
p.s. DZIŚ….





